Dziesiąte zdjęcie w moim komputerze

Penelopa dała mi nie lada zadanie - odszukać w komputerze pod względem chronologicznym dziesiąte zdjęcie, pokazać go na blogu i napisać historię z nim związaną.
Nie było łatwo ale starałam się.
Moje starsze zdjęcia nie są dobrej jakości ale co mi tam, pokażę.

Oto to zdjęcie


Ponieważ akurat na tym zdjęciu żółw się trochę schował, więc pokażę jeszcze dwa jego zdjęcia, na których jest widoczny lepiej.



Pewnego upalnego, lipcowego dnia mąż jechał sobie szosą. Upał był ogromny. W pewnym momencie zobaczył przechodzący przez ulicę kamień. Tak wielki upał usprawiedliwiał takie omamy. Z gracją zrobił manewr wymijający kamień uświadamiając sobie w tym momencie, że kamień nie jest mirażem i że kamienie nie chodzą. Nie było większego ruchu więc zatrzymał auto i skierował się w stronę przesuwającego się kamienia. To co zobaczył wstrząsnęło nim do głębi. Był to bowiem żółw, któremu od słońca łuszczyła się już skorupa. Wziął żółwia do auta. Po krótkiej walce (żółw był bardzo ruchliwy i próbował się wydostać) stwierdził, że jedyne wyjście to włożenie żółwia do kartonu. Jako, że w samochodzie żadnego kartonu nie miał wybrał drugie wyjście i położył żółwia na plecach. Najszybciej jak tylko mógł pojechał do domu. Położył żółwia koło oczka wodnego, w którym żółw w momencie zniknął. Dopiero pies po pięciu godzinach czuwania nad oczkiem wodnym dał znać, że coś się z wody wynurzyło. Tym sposobem żółw zyskał nowy akwen i nowy dom. Niestety przyszedł czas, że dom trzeba było sprzedać a żółwia nie mogliśmy wziąć ze sobą, więc oddaliśmy go dzieciom znajomych, gdzie znalazł kolejny dom i trzy razy większy akwen wodny. Żółw żyje, ma się dobrze i jest dwa razy większy. Oto cała historia żółwia.


Szukając dziesiątego w kolejności zdjęcia znalazłam i takie zdjęcie. Moje pytanie brzmi:
czy ktoś wie co to jest?


A teraz pałeczkę w zabawie przekazuję:
- Peninie - http://peniniaart.blogspot.com/
- Joie - http://cichutkikacikjoie.blogspot.com/
- Ani - http://aniakonieczna.blogspot.com/
- Elizie - http://zakatekelizy.blogspot.com/
- Kasi - http://mojczasrelaksu.blogspot.com/

Komentarze

  1. taka zolwiowa histore opowiedzial mi maz,zolw wsprwadzil sie do jego stawku w ogrodzie ni z tad ni z owad,po ltach chcialam wyczyscic stawek z lisci i wylowilam martwego zowia chyba go zalatwilam :(

    OdpowiedzUsuń
  2. to jaksas roslinka moze aloe vera ??? nie raczej nie jakis sukulent :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezwykła historia. Chyba żółwik miał szczęście.
    A jeśli chodzi o to zielone to się poddaję. Obawiam się, że odpowiedź może być zaskakująca.
    ...bardziej mimo wszystko główkuję jak ten ogryzek ujarzmisz ;)
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna historia z żółwikiem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super pomysł z tym 10-tym zdjęciem :) a na kolejnym jest...ja stawiam na mikołajki takie roślinki zresztą piękne które są pod ochroną i rosną na wydmach:) Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
  6. historia żółwia urocza:)
    i dziękuję za zaproszenie udziału w zabawie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. To też nie są mikołajki. Odpowiedź nie jest zaskakująca, wystarczy tylko wpaść na tą właściwą.

    OdpowiedzUsuń
  8. fajny żółwik ;)Zapraszm na CANDY u mnie , można wygrać aniołka na ścianę ;)
    www.anieliskoo.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo romantyczna historia żółwikowa, szanuję ludzi kochających zwierzęta i niestety nie mam pojęcia co to za roślina ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnego żółwika uratowaliście i ocalał bidula,super.Na zdjęciu jakaś roślinka z kolcami,ale co to pojęcia nie mam,jakaś mrożonka he,he.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwsze co mi do glowy przyszlo to, ze to jest kaktus w bardzo duzym zblizeniu.
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Czyż nie jest to oszroniony bluszcz?
    Żółw szczęściarz!! Jak dobrze, że spotkał Was na swojej drodze!!
    Aniu - Twoje szczurki są urocze!!
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu - to też nie jest oszroniony bluszcz.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz