Penelopa dała mi nie lada zadanie - odszukać w komputerze pod względem chronologicznym dziesiąte zdjęcie, pokazać go na blogu i napisać historię z nim związaną. Nie było łatwo ale starałam się. Moje starsze zdjęcia nie są dobrej jakości ale co mi tam, pokażę. Oto to zdjęcie Ponieważ akurat na tym zdjęciu żółw się trochę schował, więc pokażę jeszcze dwa jego zdjęcia, na których jest widoczny lepiej. Pewnego upalnego, lipcowego dnia mąż jechał sobie szosą. Upał był ogromny. W pewnym momencie zobaczył przechodzący przez ulicę kamień. Tak wielki upał usprawiedliwiał takie omamy. Z gracją zrobił manewr wymijający kamień uświadamiając sobie w tym momencie, że kamień nie jest mirażem i że kamienie nie chodzą. Nie było większego ruchu więc zatrzymał auto i skierował się w stronę przesuwającego się kamienia. To co zobaczył wstrząsnęło nim do głębi. Był to bowiem żółw, któremu od słońca łuszczyła się już skorupa. Wziął żółwia do auta. Po krótkiej walce (żółw był bardzo ruchliwy i ...